niedziela, 26 maja 2013

Księga 2




Dźwięk budzika. To nie mój. Słyszę skrzypnięcie dochodzące z drugiej strony pokoju. Wzdycham i również wstaje. Spoglądam na moją współlokatorkę.
- Cześć. - odzywa się czarnowłosa. Jej głos brzmi miło. - Jestem Kate. Kate Montgomery.
- Cześć, Liza. - Zaciekłam się. - Liza Steward. Uśmiechnęła się ,a ja odwzajemniłam uśmiech.
- Czemu przeniosłaś się w połowie roku szkolnego? Przeniosłaś się z innej szkoły?
- Nie.
- To co robiłaś wcześniej?
- Byłam...yyy... w zakładzie poprawczym.
Otworzyła szerzej oczy.
- Czemu?
- Z powodu mojej mocy. Kiedy skończyłam 10 lat ujawniły się moje moce ,a w wieku 14 nagle moja moc wzrosła i straciłam na nią kontrole i tam wylądowałam. - Kiedy skończyłam 12 lat przygarnęło nas pewne małżeństwo. Zapisali nas do szkoły. Wszystko było dobrze. Nawet jako tak młoda, pamiętałam i dobrze rozumiałam ostatnie słowa mojej matki, która w dzień po moich 10 urodziny zmarła. Wspomnienia pojawiły mi się przed oczami.

- Mamo! Mamusiu, wszędzie jest krew!
- Wszystko w porządku Córciu, wszystko będzie dobrze. Mamie nic nie jest. - Uśmiechnęła się i dotknęła mojego policzka. Płakałam i przyciskałam małe rączki do jej rany w piersi po stronie gdzie nie znajduje się serce. W oddali słyszałam jeszcze czyjś głośny szloch. Nie zwracałam na niego uwagi ,ponieważ byłam skupiona na mamie.  
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. - powiedziała poważnie. - Pójdziecie teraz Elizabeth. - Obróciłam się i spojrzałam na naszą pokojówkę.
- Czemu tylko my? A gdzie ty idziesz mamusiu?
- Daleko. - Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. - Ale zawsze będę z wami. - spojrzałam na nią nie rozumiejąc. - Tu. - powiedziała z czułością przykładając palec do mojej piersi po prawej stronie. Liza...  - powiedziała znowu poważniejąc. - Elizabeth zaprowadzi was w pewne miejsce gdzie będziecie bezpieczni. Ci ludzie nie mogą się dowiedzieć ,że macie magiczne moce, rozumiesz? Nikomu nic o tym nie mów, dobrze? - kiwnęłam głową. Wszystko będzie dobrze powiedziała i spojrzała znacząco na Elizabeth. - Już czas. - ponownie zwróciła się do mnie - Opiekuj się nim. Obiecaj mi to. - powiedziała skinąwszy głową na małe dziecko siedzące trochę dalej, które dłońmi zasłaniało twarz całą we łzach.
- Obiecuje.

W pierwszy dzień gimnazjum, wylali mnie z niej, przez to ,że z nerwów kiedy byłam w łazience przez magie nad którą nie panowałam wyrwałam ze ścian wszystkie umywali i wszędzie walał się papier toaletowy. Zniszczyłam mienie szkolne i takie tam. Ale tym co śmieszy mnie najbardziej jest to ,że posądzili o to czternastoletnią dziewczynkę, która na pewno miała na tyle siły by wyrwać zlew ze ściany.
- Liza, Liza, wszystko w porządku? - usłyszałam głos Kate, oprzytomniałam i wróciłam do rozmowy.
- Tak. Pewnie teraz myślisz ,że będziesz dzielić pokuj z wariatką.
- Nie. - zdziwiłam się. - Mój chłopak przebywa właśnie w zakładzie poprawczym. - westchnęła - Wiesz takie tam żarty w szkole dla ludzi z udziałem magii.
Estxsi najczęściej do 16 roku życia chodzą do szkół dla ludzi, a potem do liceum dla istot magicznych, ponieważ dopiero w tym wieku moc jest w pełni wykształcona i łatwiej nad nią panować.
- Masz bardzo ładne oczy, nie spotykane. Nigdy takich nie widziałam.
Uśmiechnęłam się do siebie. A w mojej głowie pojawiła się postać. Chłopak.
Jasne blond włosy i jedno błękitne ,a drugie intensywnie zielone oko , oba posiadały tak mocny i wyrazisty kolor ,że wyglądały jak sztuczne. Kocham jego oczy, dlatego jestem taka dumna z tego ,że posiadam takie same.
- Dziękuję.
- Musimy się szykować do szkoły. A tak właściwie czemu spałaś w ubraniach i jesteś cała w błocie.
- Tak!? - ruszyłam szybkim krokiem do toalety na korytarzu.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Moje jasne blond włosy wyglądały jakby miały brązowe pasemka. Twarz ,ręce i spodnie miałam brudne. Wróciłam do pokoju.
- Liza?
- Tak?
- Tu też jest toaleta. - pokazała ręką drzwi po mojej stronie pokoju
- Nie zauważyłam ich wcześniej.
- Idź pierwsza, a potem mi powiesz co robiłaś.
- Dzięx. - wbiegłam do łazienki.
Po prysznicu czułam się rozluźniona.
- Skończyłam. - weszłam do pokoju owinięta ręcznikiem.
- Przynieśli o piątej twój mundurek.
- Tu są mundurki? Za jakie grzechy? - spojrzałam na ciuchy na wieszaku w ręce Kate.  Krótka spódniczka w kratkę, biała koszula z czarnym krawatem i czarne podkolanówki z fioletowymi kratkami. - Nie takie złe. Będę w nich wyglądać sexi. - zaśmiałam się ,a Kate ze mną.
- Więc czemu tak wyglądałaś?
Opowiedziałam jak spotkałam Nicka i ,że pomagałam mu w ogrodzie dlatego byłam taka uwalona.
- A więc Nick? Hmm? - uśmiechnęła się chytrze. - podoba ci się? - podniosła jedną brew.
- Co? Nie, no co ty. - udawałam zdziwioną. Spojrzała na mnie jakby mówiła "Taaa jasne" - No ,może trochę. - Zrobiłam pauzę. -  A ,której by się nie spodobał?
- Ach. - westchnęła. - Też przez to przechodziłam.
- I co się stało?
- Nick jest gejem. Przykro mi. - otworzyłam szerzej oczy patrząc na nią  jak idiotka.
- Słucham?
- To co słyszałaś.
- Jezu! Czemu wszyscy ładni faceci są albo chamscy ,albo są homoseksualistami. Co za pech. Powiedziałam zirytowana.
- Nick podoba się prawie każdej dziewczynie w szkole. Ładny, miły i fajnie się z nim gada. Inaczej z chłopakami z naszej szkoły.
- Czemu?
- Nienawidzą Nicka, oczywiście nie wszyscy, ale większość. Wiesz "pedał" i tak dalej.
- Co za idioci.
- Oczywiście są też dziewczyny ,które mówią ,że jest obrzydliwy, a te którym się podoba tak naprawdę chcą go uwieść i sprowadzić na dobra drogę jak to one mówią.
- Jak on to znosi?
- Dobrze, nic po nim nie widać. Zawsze się uśmiecha.
- A ty?
- Czy przeszkadza mi to ,że jest gejem? - spytała, przytaknęłam. - Nie. To mój przyjaciel. A tobie?
- Nie, no co ty. Liam też był... - zacięłam się i zesztywniałam.
- Twój przyjaciel też był gejem? To dobrze ,że nie masz nic do homoseksualistów. Poza tym Nick pozwolił ci pomóc sobie w ogrodzie. Jesteś dobra.
- Właśnie, on powiedział to samo.

- Mogę ci pomóc?
Nie odpowiedział. Wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją, Nick zamknął oczy i pociągną mnie do góry. Stanęłam na nogach, a on nadal z zamkniętymi oczami trzymał moją rękę w mocnym uścisku.
- Nick? - otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Jesteś dobra. - zarumieniłam się. Nie wiedziałam o co mu chodzi. - Tak.
- Co "Tak"?
- Tak możesz mi pomóc jeśli chcesz.
- Chcę.

Powiedziałam Kate.
- O co chodzi z tym ,że jestem "dobra" i że pozwolił pomóc mi sobie w ogrodzie, czy to aż takie dziwne? Nikomu nie pozwala pomagać w ogrodzie.
- "Nikomu" to nie , mi, Willowi, Angelice, i Harryemu pozwala, ale nikomu innemu.
- Twoi przyjaciele?
- Nom, od początku szkoły trzymamy się razem ,a jeśli chodzi o to ,że jesteś dobra.
- No?
- Nick jest uzdrowicielem.
- Wiem.
- Ale posiada jeszcze jeden dar. Potrafi wejrzeć w czyjąś dusze i zobaczyć jaki ten człowiek jest naprawdę, przez dotknięcie czyjejś ręki.
- Aha.
- 7.10. Ubieraj się i idziemy na śniadanie. - powiedziała i ruszyła do łazienki z mundurkiem w ręce. Zdjęłam ręcznik i zaczęłam się ubierać.
Weszłam do toalety na korytarzu. Stanęłam przed lustrem. Roztrzepane włosy ,które niedawno wysuszyłam, biała koszula z rozpiętymi dwoma guzikami odkrywającymi średniego rozmiaru biust i krawat. Zjechałam wzrokiem w dół, krótka spódniczka i kawałek moich nóg. Lustro się skończyło.  Wróciłam do pokoju, otworzyłam kosmetyczkę, położyłam lusterko na szafce nocnej i kucnęłam. Puder, tusz do rzęs i błyszczyk na usta. Na koniec uczesałam włosy.
Kate wyszła właśnie z łazienki.  Olśniło mnie.
- Kate czy wiesz coś może o moich książkach?
- Tak pewnie jest już w twojej szafce.
- Aha. - Jestem ciekawa jakie będą i do czego.
Wyszłyśmy z akademika ,a ja prowadzona przez Kate cały czas rozglądałam się z zaciekawieniem. Uczniowie kierowali się w tym samym kierunku co my. Weszłyśmy do ogromnego bloku.
- To jest szkoła. - powiedziała z uśmiechem i ironią.
- No co ty? - odparłam uśmiechnięta udając zdziwioną.
Wybuchłyśmy śmiechem.
Idąc korytarzem po jednej stronie widziałam drzwi ,a po drugiej szafki.. Zatrzymałyśmy się przy szafce. 101 namalowane czarną farbą na metalowej szafce.
- Mam jakieś dziwne szczęście do tej liczby.
- Ja mam swoją trzy szafki dalej. Drugą lekcje mamy razem.
Uśmiechnęłam się do siebie.
Otworzyłam szafkę i zobaczyłam 1 książkę. Jedną wielką, grubą książkę i zeszyt A4.
- A gdzie reszta moich książek
- Jaka reszta? My uczymy się tylko z jednej.
Chwyciłam w ręce twardą oprawkę.
- "Nauka Magii" - przeczytałam na głos. - Subtelna nazwa.
- Prawda ,że oryginalna? - spytała ze śmiechem. - Chodźmy na śniadanie.
Znowu wyszłyśmy ze szkoły i skierowałyśmy się do trzeciego budynku na terenie szkoły, którym była jadalnia. W środku zobaczyłam mnóstwo średniego rozmiaru okrągłych stołów z około 8 krzesłami.
- Poproszę spaghetti. - usłyszałam głos Kate. Stałyśmy właśnie koło wielkiego, długiego blatu za ,którym stała starsza pani z siatką na włosach. - A dla ciebie co spaghetti czy klopsiki w sosie?
- Spaghetti. - wzięłam tackę w ręce i ruszyłam za Kate ,która kierowała  się w kierunku jednego z okrągłych stołów. Siedziały tam trzy osoby. Dziewczyna i dwóch chłopaków.
- Hej! - przywitała ich Kate.
- Cześć! - odpowiedzieli chórem.
Ich wzrok powędrował na mnie.
- To jest Liza. Nowa, moja współlokatorka.
-Witaj. - przywitała mnie brunetka o zielonych oczach.
- Witamy na zadupiu! - wykrzyknęli równocześnie chłopacy po czym wybuchli śmiechem. Jeden z nich był brunetem o zielonych oczach identycznych jak brunetka. Drugi o czarnych włosach i fiołkowych oczach. Uśmiechnęłam się.
- Ty to pewnie Angelica. - spojrzałam na brunetkę. - A wy Will i Harry.
- Will. - odparł brunet.
- Harry. - odezwał się fiołkowooki.
- A więc już się znacie. - wtrąciła Kate. - Usiądźmy.
Zerknęłam jeszcze raz na identyczne, zielone oczy Willa i Angelici.
- Jesteście rodzeństwem? - spytałam bez zastanowienia.
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie. - Bliźniakami. - znowu.
Zapadła cisza. Jedna z tych ciągnących się w nieskończoność krępująca cisza.
- Pomagała Nickowi w ogrodzie. - przerwała ciszę Kate.
Cała trójka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Pozwolił ci, sobie pomóc?
- No. - Bąknęłam bez większego zdecydowania.
- Witaj w rodzinie! - krzyknęli entuzjastycznie bliźniacy. Uśmiechnęłam się.
Zerknęłam na książkę i zauważyłam ,że wystaje z niej jakiś skrawek papieru. Plan lekcji. Czwartek dziś mam tylko 4 lekcje. Westchnęłam z zadowoleniem.
- Chemia?! - przeczytałam pierwszą lekcje. - Tu jest chemia, o boże za jakie grzechy.
- Spokojnie. - powiedziała Angelica śmiejąc się z mojej reakcji.
- No właśnie. - odparł jej brat. - To nie taka chemia jak myślisz.
- Chodzi o eliksiry i takie tam czary mary. - wyjaśnił Harry.
- To dobrze, a już się przestraszyłam. - zerknęłam na drugą lekcję. - Samoobrona?
- Walka za pomocą magii.
- Naturologia? - miałam jej dwie lekcje - Co to jest?  
- Nauka twoich mocy i ich zastosowania. Wyjaśni jak mogą być bardziej efektywne. - wyrecytowała Kate.
Spojrzałam na resztę dni. Zaśmiałam się pod nosem. Nie było więcej niż 6 godzin w ciągu "nocy". Były tylko 4 przedmioty. Chemia. samoobrona, naturologia i... wf?
-Wf? - powiedziałam pytająco. - Taki normalny?
- Nie. Na początku będziesz musiała się nauczyć  latać na miotle. To podstawa. -  wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam z nie dowierzaniem na Harrego. - Nasz trener bardzo lubi zajęcia z udziałem mioteł.
- Trener?
- Tak nazywamy naszego nauczyciela. - odparł.
- Czemu?
- Bo wuefistą to go raczej nie można nazwać.
- Daje wycisk. - dodał Will.
- Jego zajęcia to raczej obóz przetrwania. - uśmiechnęła się Angelica.
Odwzajemniłam uśmiech. Uwielbiam wf. Choć bardziej cieszyłam się na myśl o lataniu. Ciekawe jakie to uczucie.
Zadzwonił dzwonek.
- Chodźmy. - powiedziała Kate.
- Ok. - nagle coś mnie olśniło. - Idźcie sami. Zapomniałam, że po śniadaniu miałam wstąpić do dyrektorki.
- Ok. Zaprowadzimy cię.
- Nie musicie. Macie lekcje.
- Spoko to po drodze.

*

Po 3 minutach stałam pod gabinetem dyrektorki. Miałam właśnie zapukać, gdy drzwi same się otworzyły i usłyszałam kobiecy głos.
- Proszę Liza. Oczekiwałam twojego przyjścia.
- Dzień dobry.
- Wiesz dlaczego tak pilnie chciałam z tobą porozmawiać przed lekcjami. - powiedziała wstając od biurka i stając przed nim.
- Domyślam się. Czy nauczyciele...wiedzą?
- Nie. Postanowiłam ,że lepiej dla ciebie będzie jeśli nikt nie będzie wiedział. Więc musisz przyjąć jedną ewentualnie dwie moce.
- Dobrze.
- Musisz uważać ,żeby nikt się nie dowiedział. Rozumiesz?
- Tak. - zamyśliłam się - To może...kontrola nad wodą i...i...
- Psychokineza... - ucięła mi dyrektorka i spojrzała na mnie pytająco. - Pewnie niepotrzebnie pytam, ale masz tę moc?
- Nie wiem. Sprawdźmy. - wskazałam ręką krzesło i machnęłam w górę. Mebel wzleciał w powietrze i walną o sufit i spadło na ziemie z hałasem. Dyrektorka wytrzeszczyła oczy i podniosła krzesło. - Nie powinna być pani zdziwiona.
- Pierwszy raz próbowałaś psychokinezy?
- Tak.
- Naprawdę jesteś...?
- Podobno.
- Dobrze idź już na lekcje.
- Dowodzenia.
- Do zobaczenia.

***

Przepraszam ,że tak długo ,ale nie miałam czasu pisać.
 Mam nadzieje ,że wam się podobało i proszę o komentarze.
Olunia;D


środa, 8 maja 2013

Księga I


Przede mną stał facet w podeszłym wieku ubrany w garnitur.
- Witam. - mruknęłam niepewnie.
- Oczekiwaliśmy panienki przyjścia, Proszę za mną. - powiedział ruszając wzdłuż korytarza.
Wnętrze budynku w odróżnieniu od zewnętrznego wyglądu bardziej przypominało szkołę z internatem. W najbliższym otoczeniu nie wyczuwałam żadnej żywej duszy. 
- Przepraszam? Gdzie reszta uczniów?
- W tej chwili trwają zajęcia.
- Aha - odpowiedziałam nie ukrywając zdziwienia. Jest już 12 w nocy - Proszę pana jakie tu są godziny zajęć?
- Od 20.00 wieczorem do najpóźniej 3.00 w nocy.
- Yyy... czemu? ... Znaczy...
- Musiała już panienka zauważyć ,że w nocy czuję się o wiele żywsza niż za dnia, nieprawdaż?
- Faktycznie - stwierdziłam zaskoczona.
- Właśnie z tego powodu zajęcia odbywają się nocą, uczniowie są bardziej skupieni i lepiej idzie im nauka.
   Zaczęliśmy wchodzić po schodach na pierwsze piętro, drugie piętro, trzecie piętro, schody prowadziły jeszcze wyżej, ale my zatrzymaliśmy się na trzecim i ruszyliśmy wzdłuż korytarza. Po obu jego stronach znajdowały się drzwi. Po kolei mijaliśmy numery 82..95..100..101. Zatrzymaliśmy się. Mężczyzna w garniturze podszedł do drzwi i otworzył je kluczem.
- Oto panienki pokój, proszę. - Odezwał się podając mi klucz.
Przeszłam przez próg i westchnęłam, mój wzrok wpadł na łóżka. Dwuosobowy pokój.
- Ja pierniczę, czemu? - spytałam sama siebie pod nosem. - Dziękuję. - mruknęłam do faceta.
- Nie ma sprawy. Twoja współlokatorka kończy lekcje za dwie i pół godziny. Oprowadzi panienkę po szkole i powie co i jak. Rzeczy zostały już dostarczone.
- Dobrze. -  mruknęłam  na znak że rozumiem i pożegnałam się z mężczyzną.
Drzwi zamknęły się. Spojrzałam na łóżko wokół którego poustawiane były kartony, Zgadywałam, że moje. Spojrzałam na drugą część pokoju. Na szafce nocnej koło łóżka leżał fioletowy budzik i zdjęcie na którym był chłopak i dziewczyna. Podejrzewam, że mieli może około 17 lat, tak jak ja. Ona o czarnych włosach jak noc i ciepłych brązowych oczach, oraz jej towarzysz o jasnobrązowych włosach i złotych oczach. Uśmiechnięci na tle lasu trzymają się za ręce. To pewnie moja współlokatorka  wygląda sympatycznie. Uśmiechnęłam się do siebie, a raczej do zdjęcia na które spoglądałam. Może tu nie będzie tak źle. Spojrzałam na kartony. Trzeba się rozpakować, westchnęłam z niezadowolenia. Otworzyłam pierwszy karton - ubrania - i spojrzałam ukradkiem na wielką drewniana szafę.
   Został ostatni karton ,którego nie rozpakowałam tylko wepchnęłam głęboko na tył szały. Spojrzałam na mój srebrny zegarek, który wcześniej wypakowałam: 02.00. Poszło szybciej niż myślałam. Chyba się położę spałam dziś nie całą godzinę w pociągu. Jestem zmęczona, padłam na łóżko. Z uśmiechem na ustach zamknęłam oczy i odpłynęłam. 

*

  Obudziłam się, przeciągnęłam i spojrzałam zaspanymi oczami na budzik 13.18. Przespałam przyjście mojej współlokatorki. Rozejrzałam się po pokoju. Okna były pozasłaniane więc w pomieszczeniu panował półmrok. Mój wzrok zatrzymał się na sąsiednim łóżku na ,którym dostrzegłam burze czarnych włosów rozrzuconych na poduszce. Śpi. Obawiam się ,że nigdy nie przestawię się co do godzin o których oni śpią. Wygramoliłam się powoli z łóżka i ruszyłam po cichu do drzwi.
Świeże powietrze. Rozejrzał się do dookoła. Wcześniej to miejsce wydawało się straszne teraz tętniło życiem. Słońce wisiało wysoko na niebie, wiał lekki ciepły wiatr. Gdzie nie gdzie słychać było ptaki. Trawa i drzewa miały nienaturalnie żywy odcień zieleni. Pięknie. Ruszyłam wzdłuż budynku. Z tyłu szkoły znajdował się piękny ogród, małe oczko wodne nad którym znajdował się drewniany mostek. Wszędzie rosły Kwiaty, najwięcej róż- różnokolorowych, krzewy i małe drzewka. Na środku ogrodu znajdował się wielki buk, który stał nie opodal oczka. Ruszyłam w stronę przerośniętego drzewa. Słońce ułożyło się tak że roślina dawała bardzo mały cień w porównaniu do swojej wielkości. Podeszłam, dotknęłam go ręką i położyłam się plecach zakładając obie ręce za głowę.

*

-Hej! Nic ci nie jest?! Hej obudź się !
-Hmmm....- mruknęłam z niezadowolenia, otwierając oczy. Nade mną  nachylał się chłopak z wyraźnym zmartwieniem na twarzy.
-Nic ci nie jest. Ohhh... - westchną i usiadł koło mnie, a jego twarz rozpogodziła się. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem, a potem mimowolnie się uśmiechnęłam i przejechałam po nim wzrokiem. Kasztanowe włosy, brązowe oczy i lekki zarost który dodawał mu charakteru. Zajebisty. Cholernie przystojny. Boże, że jeszcze istnieją tacy nieziemscy faceci.
-Cześć jestem Liza, nowa. - Wyciągnęłam rękę w jego stronę.
-Nick. Stary, miło mi. - Odparł uśmiechnięty i uścisnął moją dłoń. - Więc Liza co tutaj robisz o tej godzinie?
- Dziś w nocy przyjechałam, zmęczona po podróży położyłam się spać. Gdy się obudziłam moja współlokatorka wstała więc postanowiłam pozwiedzać na własną rękę. - Nick wykrzywił usta w uśmiechu. - Piękny ogród, kto się nim zajmuje ? Jest wielki i zadbany.
- Dziękuję. Cieszę się że ci się podoba. - Spojrzałam na niego zdziwiona.
- To twój ogród ?
- No. Gdy przyjechałem do szkoły był tu tylko więdnący buk.
- Tylko to drzewo? - Wskazałam kciukiem za siebie. - Nie było żadnych innych roślin? - Przytakną.
- Zapytałem dyrektorkę czy mogę się nim zająć. Pozwoliła a nawet dała mi pieniądze potrzebne do kupna roślin.
- Sam się nim zajmowałeś ?
- Tak trochę było z tym roboty.
- Trochę. - Zaśmiałam się a Nick razem ze mną. - Jeżeli zajmujesz się w dzień ogrodem a w nocy masz szkołę to kiedy ty śpisz ?
- Po szkole około 3-4 godziny.
- Jak ty wytrzymujesz? Powinieneś wyglądać jak chodzący trup.
- Jestem "uzdrowicielem".
- Nigdy żadnego nie poznałam ,więc możesz uzdrawiać sam siebie, przydatna umiejętność. - "Uzdrowiciel" -słyszałam o tym typie Estxów. Ich magia działa na ludzi, zwierzęta, rośliny. Są w stanie uzdrowić praktycznie każdą chorobę i ranę. Naładować swoją energię, wzmocnić ciało i siłę. Po prostu może robić wszystko związane ze zdrowiem.
- To teraz znasz. Może idź się trochę połóż, żeby wytrzymać na lekcjach.
- Nie trzeba wyspałam się już.
- Jesteś pewna?
- Tak, ale nie wiem co robić już mi się nudzi. Co będziesz teraz robić ?
- Muszę zasadzić kilka roślin.
- Mogę ci pomóc?
Nie odpowiedział. Wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją, Nick zamkną oczy i pociągnął mnie do góry. Stanęłam na nogach ,a on nadal z zamkniętymi oczami trzymał moją rękę w mocnym uścisku.
- Nick? - otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Jesteś dobra. - Zarumieniłam się. Nie wiedziałam o co mu chodzi. - Tak.
- Co "tak"?
- Tak możesz mi pomóc jeśli chcesz. 
- Chcę. 
Ruszyliśmy ogrodem, w stronę róż, które już kwitły. 

- To są białe róże? - kiwną głową twierdząco. 
- O super. Kocham białe róże to moje ulubione.
- Nick opowiedz mi trochę o szkole.
- A co konkretnie chcesz wiedzieć?
- Nie wiem. - zastanowiłam się - Czy panują tu jakieś zasady? Czy coś w tym stylu.
- Tak, mamy kilka zasad. 
- Jakich?
- Zależy.
- Od czego?
- Jakim jesteś rodzajem. -
- Ja...Wiedźmą. - powiedziałam z wahaniem po kilku chwilach
- Więc nie możesz rzucać żadnych poważnych zaklęć na terenie szkoły. Nie licząc tych ,które wykonujecie na lekcji i pod nakazem nauczyciela.
- Poważnych, czyli jakich.
- Jesteś Wiedźmą i ja muszę ci to tłumaczyć? - zaśmiał się.
- Podaj tylko jakiś przykład, muszę wiedzieć jak poważne mam ograniczenia. - uśmiechnęłam się do niego zalotnie.
- Nie możesz nikogo skrzywdzić fizycznie jak i psychicznie. Żadnych czarów miłosnych. Coś w tym stylu.
- A jest coś takiego jak gaszenie świateł o jakiejś tam wyznaczonej godzinie?
- Nie, ale jest zakaz wychodzenia po za teren szkoły po 12.00.
- Czyli jeśli chce iść do sklepu to muszę iść o 10.00 rano. Ranyyyy. Ale beznadzieja. - westchnęłam.
Spojrzałam ,że zasadziliśmy już sporo roślin. 
   Podczas sadzenia nie przestawaliśmy rozmawiać. Dowiedziałam się ,że Nicka do szkoły przysłała jego ciotka ,która się nim opiekuje ponieważ jego rodzice nie żyją. W przeciwieństwie do mnie żył w rodzinie magicznej. Nie każdy wie od narodzin ,że jest Estxem. Nie którzy nie wiedzą kim są ponieważ nie znają rodziców od urodzenia, zostali przez nich porzuceni lub ich rodzice nie żyją i mieszkają ,albo w rodzinie zastępczej  ,albo jak ja w sierocińcu. Moce ujawniają się przeważnie w wieku 10 lat. Ci którzy znają rodziców i są wychowywani od małego z wiedzą o magi mówi się ,że są z świata nocy, a tacy jak na przykład ja z świata dnia. Choć znałam swoich rodziców i wiedziałam od początku o magii po ich śmierci mieszkałam w sierocińcu, ponieważ nie miałam żadnej bliższej rodziny, która mogła by się mną zająć.
   Skończyliśmy. Nawet nie zauważyłam kiedy minęły 2 godziny.
- Dziękuje za pomoc i miło spędzony czas. - powiedział gdy staliśmy pod moimi drzwiami do pokoju, ponieważ  dziewczyny i chłopcy nie maja oddzielnych akademików, ale ich sypialnie mieszczą się na innych piętrach.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia.
- Do jutra. - odwrócił się i ruszył korytarzem. 

Weszłam przez próg zamykając za sobą drzwi. W pokoju panował półmrok. Moja współlokatorka nadal spała. Ruszyłam w stronę swojej części pokoju. Przechodząc obok łóżka zerkam na szafkę nocną ,a konkretnie na stojący na nie budzik. 15.40. Rozglądam się i mój wzrok natrafia na szafę. Niepewnie na nią zerkam. Podchodzę bliżej. Otwieram ją i wpatruje się w karton ,który stoi w z tyłu w jej rogu. Czuje jak rozmazuje mi się obraz. Miękną mi kolana. Głośno przełykam ślinę. Wiem ,że zaraz zaczną napływać obrazy. Te, których tak bardzo nie chcę widzieć. Zamykam szafę z głuchym trzaśnięciem. Wpatruję się w jej drzwi. Oddech ma przyśpieszony i kręci mi się w głowie. Nie widziałam "ich". Wzdycham z ulgą. Nie często udaje mi się to zatrzymać. Czuje jak do oczu napływają mi łzy. Chwiejnym krokiem odchodzę od szafy. Kładę się na łóżku, zwijam w kłębek i cicho szlocham. Nienawidzę tego.


 ***


I jak się podoba? Proszę o komentarze.
Olunia;D