Dźwięk budzika. To nie mój. Słyszę skrzypnięcie dochodzące z drugiej strony pokoju. Wzdycham i również wstaje. Spoglądam na moją współlokatorkę.
- Cześć. - odzywa się czarnowłosa. Jej głos brzmi miło. - Jestem Kate. Kate Montgomery.
- Cześć, Liza. - Zaciekłam się. - Liza Steward. Uśmiechnęła się ,a ja odwzajemniłam uśmiech.
- Czemu przeniosłaś się w połowie roku szkolnego? Przeniosłaś się z innej szkoły?
- Nie.
- To co robiłaś wcześniej?
- Byłam...yyy... w zakładzie poprawczym.
Otworzyła szerzej oczy.
- Czemu?
- Z powodu mojej mocy. Kiedy skończyłam 10 lat ujawniły się moje moce ,a w wieku 14 nagle moja moc wzrosła i straciłam na nią kontrole i tam wylądowałam. - Kiedy skończyłam 12 lat przygarnęło nas pewne małżeństwo. Zapisali nas do szkoły. Wszystko było dobrze. Nawet jako tak młoda, pamiętałam i dobrze rozumiałam ostatnie słowa mojej matki, która w dzień po moich 10 urodziny zmarła. Wspomnienia pojawiły mi się przed oczami.
- Mamo! Mamusiu, wszędzie jest krew!
- Wszystko w porządku Córciu, wszystko będzie dobrze. Mamie nic nie jest. - Uśmiechnęła się i dotknęła mojego policzka. Płakałam i przyciskałam małe rączki do jej rany w piersi po stronie gdzie nie znajduje się serce. W oddali słyszałam jeszcze czyjś głośny szloch. Nie zwracałam na niego uwagi ,ponieważ byłam skupiona na mamie.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. - powiedziała poważnie. - Pójdziecie teraz Elizabeth. - Obróciłam się i spojrzałam na naszą pokojówkę.
- Czemu tylko my? A gdzie ty idziesz mamusiu?
- Daleko. - Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. - Ale zawsze będę z wami. - spojrzałam na nią nie rozumiejąc. - Tu. - powiedziała z czułością przykładając palec do mojej piersi po prawej stronie. Liza... - powiedziała znowu poważniejąc. - Elizabeth zaprowadzi was w pewne miejsce gdzie będziecie bezpieczni. Ci ludzie nie mogą się dowiedzieć ,że macie magiczne moce, rozumiesz? Nikomu nic o tym nie mów, dobrze? - kiwnęłam głową. Wszystko będzie dobrze powiedziała i spojrzała znacząco na Elizabeth. - Już czas. - ponownie zwróciła się do mnie - Opiekuj się nim. Obiecaj mi to. - powiedziała skinąwszy głową na małe dziecko siedzące trochę dalej, które dłońmi zasłaniało twarz całą we łzach.
- Obiecuje.
W pierwszy dzień gimnazjum, wylali mnie z niej, przez to ,że z nerwów kiedy byłam w łazience przez magie nad którą nie panowałam wyrwałam ze ścian wszystkie umywali i wszędzie walał się papier toaletowy. Zniszczyłam mienie szkolne i takie tam. Ale tym co śmieszy mnie najbardziej jest to ,że posądzili o to czternastoletnią dziewczynkę, która na pewno miała na tyle siły by wyrwać zlew ze ściany.
- Liza, Liza, wszystko w porządku? - usłyszałam głos Kate, oprzytomniałam i wróciłam do rozmowy.
- Tak. Pewnie teraz myślisz ,że będziesz dzielić pokuj z wariatką.
- Nie. - zdziwiłam się. - Mój chłopak przebywa właśnie w zakładzie poprawczym. - westchnęła - Wiesz takie tam żarty w szkole dla ludzi z udziałem magii.
Estxsi najczęściej do 16 roku życia chodzą do szkół dla ludzi, a potem do liceum dla istot magicznych, ponieważ dopiero w tym wieku moc jest w pełni wykształcona i łatwiej nad nią panować.
- Masz bardzo ładne oczy, nie spotykane. Nigdy takich nie widziałam.
Uśmiechnęłam się do siebie. A w mojej głowie pojawiła się postać. Chłopak.
Jasne blond włosy i jedno błękitne ,a drugie intensywnie zielone oko , oba posiadały tak mocny i wyrazisty kolor ,że wyglądały jak sztuczne. Kocham jego oczy, dlatego jestem taka dumna z tego ,że posiadam takie same.
- Dziękuję.
- Musimy się szykować do szkoły. A tak właściwie czemu spałaś w ubraniach i jesteś cała w błocie.
- Tak!? - ruszyłam szybkim krokiem do toalety na korytarzu.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Moje jasne blond włosy wyglądały jakby miały brązowe pasemka. Twarz ,ręce i spodnie miałam brudne. Wróciłam do pokoju.
- Liza?
- Tak?
- Tu też jest toaleta. - pokazała ręką drzwi po mojej stronie pokoju
- Nie zauważyłam ich wcześniej.
- Idź pierwsza, a potem mi powiesz co robiłaś.
- Dzięx. - wbiegłam do łazienki.
Po prysznicu czułam się rozluźniona.
- Skończyłam. - weszłam do pokoju owinięta ręcznikiem.
- Przynieśli o piątej twój mundurek.
- Tu są mundurki? Za jakie grzechy? - spojrzałam na ciuchy na wieszaku w ręce Kate. Krótka spódniczka w kratkę, biała koszula z czarnym krawatem i czarne podkolanówki z fioletowymi kratkami. - Nie takie złe. Będę w nich wyglądać sexi. - zaśmiałam się ,a Kate ze mną.
- Więc czemu tak wyglądałaś?
Opowiedziałam jak spotkałam Nicka i ,że pomagałam mu w ogrodzie dlatego byłam taka uwalona.
- A więc Nick? Hmm? - uśmiechnęła się chytrze. - podoba ci się? - podniosła jedną brew.
- Co? Nie, no co ty. - udawałam zdziwioną. Spojrzała na mnie jakby mówiła "Taaa jasne" - No ,może trochę. - Zrobiłam pauzę. - A ,której by się nie spodobał?
- Ach. - westchnęła. - Też przez to przechodziłam.
- I co się stało?
- Nick jest gejem. Przykro mi. - otworzyłam szerzej oczy patrząc na nią jak idiotka.
- Słucham?
- To co słyszałaś.
- Jezu! Czemu wszyscy ładni faceci są albo chamscy ,albo są homoseksualistami. Co za pech. Powiedziałam zirytowana.
- Nick podoba się prawie każdej dziewczynie w szkole. Ładny, miły i fajnie się z nim gada. Inaczej z chłopakami z naszej szkoły.
- Czemu?
- Nienawidzą Nicka, oczywiście nie wszyscy, ale większość. Wiesz "pedał" i tak dalej.
- Co za idioci.
- Oczywiście są też dziewczyny ,które mówią ,że jest obrzydliwy, a te którym się podoba tak naprawdę chcą go uwieść i sprowadzić na dobra drogę jak to one mówią.
- Jak on to znosi?
- Dobrze, nic po nim nie widać. Zawsze się uśmiecha.
- A ty?
- Czy przeszkadza mi to ,że jest gejem? - spytała, przytaknęłam. - Nie. To mój przyjaciel. A tobie?
- Nie, no co ty. Liam też był... - zacięłam się i zesztywniałam.
- Twój przyjaciel też był gejem? To dobrze ,że nie masz nic do homoseksualistów. Poza tym Nick pozwolił ci pomóc sobie w ogrodzie. Jesteś dobra.
- Właśnie, on powiedział to samo.
- Mogę ci pomóc?
Nie odpowiedział. Wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją, Nick zamknął oczy i pociągną mnie do góry. Stanęłam na nogach, a on nadal z zamkniętymi oczami trzymał moją rękę w mocnym uścisku.
- Nick? - otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Jesteś dobra. - zarumieniłam się. Nie wiedziałam o co mu chodzi. - Tak.
- Co "Tak"?
- Tak możesz mi pomóc jeśli chcesz.
- Chcę.
Powiedziałam Kate.
- O co chodzi z tym ,że jestem "dobra" i że pozwolił pomóc mi sobie w ogrodzie, czy to aż takie dziwne? Nikomu nie pozwala pomagać w ogrodzie.
- "Nikomu" to nie , mi, Willowi, Angelice, i Harryemu pozwala, ale nikomu innemu.
- Twoi przyjaciele?
- Nom, od początku szkoły trzymamy się razem ,a jeśli chodzi o to ,że jesteś dobra.
- No?
- Nick jest uzdrowicielem.
- Wiem.
- Ale posiada jeszcze jeden dar. Potrafi wejrzeć w czyjąś dusze i zobaczyć jaki ten człowiek jest naprawdę, przez dotknięcie czyjejś ręki.
- Aha.
- 7.10. Ubieraj się i idziemy na śniadanie. - powiedziała i ruszyła do łazienki z mundurkiem w ręce. Zdjęłam ręcznik i zaczęłam się ubierać.
Weszłam do toalety na korytarzu. Stanęłam przed lustrem. Roztrzepane włosy ,które niedawno wysuszyłam, biała koszula z rozpiętymi dwoma guzikami odkrywającymi średniego rozmiaru biust i krawat. Zjechałam wzrokiem w dół, krótka spódniczka i kawałek moich nóg. Lustro się skończyło. Wróciłam do pokoju, otworzyłam kosmetyczkę, położyłam lusterko na szafce nocnej i kucnęłam. Puder, tusz do rzęs i błyszczyk na usta. Na koniec uczesałam włosy.
Kate wyszła właśnie z łazienki. Olśniło mnie.
- Kate czy wiesz coś może o moich książkach?
- Tak pewnie jest już w twojej szafce.
- Aha. - Jestem ciekawa jakie będą i do czego.
Wyszłyśmy z akademika ,a ja prowadzona przez Kate cały czas rozglądałam się z zaciekawieniem. Uczniowie kierowali się w tym samym kierunku co my. Weszłyśmy do ogromnego bloku.
- To jest szkoła. - powiedziała z uśmiechem i ironią.
- No co ty? - odparłam uśmiechnięta udając zdziwioną.
Wybuchłyśmy śmiechem.
Idąc korytarzem po jednej stronie widziałam drzwi ,a po drugiej szafki.. Zatrzymałyśmy się przy szafce. 101 namalowane czarną farbą na metalowej szafce.
- Mam jakieś dziwne szczęście do tej liczby.
- Ja mam swoją trzy szafki dalej. Drugą lekcje mamy razem.
Uśmiechnęłam się do siebie.
Otworzyłam szafkę i zobaczyłam 1 książkę. Jedną wielką, grubą książkę i zeszyt A4.
- A gdzie reszta moich książek
- Jaka reszta? My uczymy się tylko z jednej.
Chwyciłam w ręce twardą oprawkę.
- "Nauka Magii" - przeczytałam na głos. - Subtelna nazwa.
- Prawda ,że oryginalna? - spytała ze śmiechem. - Chodźmy na śniadanie.
Znowu wyszłyśmy ze szkoły i skierowałyśmy się do trzeciego budynku na terenie szkoły, którym była jadalnia. W środku zobaczyłam mnóstwo średniego rozmiaru okrągłych stołów z około 8 krzesłami.
- Poproszę spaghetti. - usłyszałam głos Kate. Stałyśmy właśnie koło wielkiego, długiego blatu za ,którym stała starsza pani z siatką na włosach. - A dla ciebie co spaghetti czy klopsiki w sosie?
- Spaghetti. - wzięłam tackę w ręce i ruszyłam za Kate ,która kierowała się w kierunku jednego z okrągłych stołów. Siedziały tam trzy osoby. Dziewczyna i dwóch chłopaków.
- Hej! - przywitała ich Kate.
- Cześć! - odpowiedzieli chórem.
Ich wzrok powędrował na mnie.
- To jest Liza. Nowa, moja współlokatorka.
-Witaj. - przywitała mnie brunetka o zielonych oczach.
- Witamy na zadupiu! - wykrzyknęli równocześnie chłopacy po czym wybuchli śmiechem. Jeden z nich był brunetem o zielonych oczach identycznych jak brunetka. Drugi o czarnych włosach i fiołkowych oczach. Uśmiechnęłam się.
- Ty to pewnie Angelica. - spojrzałam na brunetkę. - A wy Will i Harry.
- Will. - odparł brunet.
- Harry. - odezwał się fiołkowooki.
- A więc już się znacie. - wtrąciła Kate. - Usiądźmy.
Zerknęłam jeszcze raz na identyczne, zielone oczy Willa i Angelici.
- Jesteście rodzeństwem? - spytałam bez zastanowienia.
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie. - Bliźniakami. - znowu.
Zapadła cisza. Jedna z tych ciągnących się w nieskończoność krępująca cisza.
- Pomagała Nickowi w ogrodzie. - przerwała ciszę Kate.
Cała trójka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Pozwolił ci, sobie pomóc?
- No. - Bąknęłam bez większego zdecydowania.
- Witaj w rodzinie! - krzyknęli entuzjastycznie bliźniacy. Uśmiechnęłam się.
Zerknęłam na książkę i zauważyłam ,że wystaje z niej jakiś skrawek papieru. Plan lekcji. Czwartek dziś mam tylko 4 lekcje. Westchnęłam z zadowoleniem.
- Chemia?! - przeczytałam pierwszą lekcje. - Tu jest chemia, o boże za jakie grzechy.
- Spokojnie. - powiedziała Angelica śmiejąc się z mojej reakcji.
- No właśnie. - odparł jej brat. - To nie taka chemia jak myślisz.
- Chodzi o eliksiry i takie tam czary mary. - wyjaśnił Harry.
- To dobrze, a już się przestraszyłam. - zerknęłam na drugą lekcję. - Samoobrona?
- Walka za pomocą magii.
- Naturologia? - miałam jej dwie lekcje - Co to jest?
- Nauka twoich mocy i ich zastosowania. Wyjaśni jak mogą być bardziej efektywne. - wyrecytowała Kate.
Spojrzałam na resztę dni. Zaśmiałam się pod nosem. Nie było więcej niż 6 godzin w ciągu "nocy". Były tylko 4 przedmioty. Chemia. samoobrona, naturologia i... wf?
-Wf? - powiedziałam pytająco. - Taki normalny?
- Nie. Na początku będziesz musiała się nauczyć latać na miotle. To podstawa. - wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam z nie dowierzaniem na Harrego. - Nasz trener bardzo lubi zajęcia z udziałem mioteł.
- Trener?
- Tak nazywamy naszego nauczyciela. - odparł.
- Czemu?
- Bo wuefistą to go raczej nie można nazwać.
- Daje wycisk. - dodał Will.
- Jego zajęcia to raczej obóz przetrwania. - uśmiechnęła się Angelica.
Odwzajemniłam uśmiech. Uwielbiam wf. Choć bardziej cieszyłam się na myśl o lataniu. Ciekawe jakie to uczucie.
Zadzwonił dzwonek.
- Chodźmy. - powiedziała Kate.
- Ok. - nagle coś mnie olśniło. - Idźcie sami. Zapomniałam, że po śniadaniu miałam wstąpić do dyrektorki.
- Ok. Zaprowadzimy cię.
- Nie musicie. Macie lekcje.
- Spoko to po drodze.
*
Po 3 minutach stałam pod gabinetem dyrektorki. Miałam właśnie zapukać, gdy drzwi same się otworzyły i usłyszałam kobiecy głos.
- Proszę Liza. Oczekiwałam twojego przyjścia.
- Dzień dobry.
- Wiesz dlaczego tak pilnie chciałam z tobą porozmawiać przed lekcjami. - powiedziała wstając od biurka i stając przed nim.
- Domyślam się. Czy nauczyciele...wiedzą?
- Nie. Postanowiłam ,że lepiej dla ciebie będzie jeśli nikt nie będzie wiedział. Więc musisz przyjąć jedną ewentualnie dwie moce.
- Dobrze.
- Musisz uważać ,żeby nikt się nie dowiedział. Rozumiesz?
- Tak. - zamyśliłam się - To może...kontrola nad wodą i...i...
- Psychokineza... - ucięła mi dyrektorka i spojrzała na mnie pytająco. - Pewnie niepotrzebnie pytam, ale masz tę moc?
- Nie wiem. Sprawdźmy. - wskazałam ręką krzesło i machnęłam w górę. Mebel wzleciał w powietrze i walną o sufit i spadło na ziemie z hałasem. Dyrektorka wytrzeszczyła oczy i podniosła krzesło. - Nie powinna być pani zdziwiona.
- Pierwszy raz próbowałaś psychokinezy?
- Tak.
- Naprawdę jesteś...?
- Podobno.
- Dobrze idź już na lekcje.
- Dowodzenia.
- Do zobaczenia.
***
Przepraszam ,że tak długo ,ale nie miałam czasu pisać.
Mam nadzieje ,że wam się podobało i proszę o komentarze.
Olunia;D