czwartek, 29 sierpnia 2013

Księga 3

Pierwsza lekcja. 10 min po dzwonku. Mam stresa. Stoję właśnie pod sala numer 7. Piorę 3 głębokie wdechy mam zamiar właśnie zapukać, ale drzwi otwierają się same.
- Zapraszamy panno Steward.
- Dzień dobry. - powiedziałam niepewnie do kobiety po trzydziestce o blond włosach i nie przyjemnym wyrazie twarzy.
- Witam na lekcji chemii wodnej. Proszę usiądź w ławce z tyłu, koło Jacksona.
Spojrzałam na chłopaka w ostatniej ławce. Pierwszy raz widzę takiego przystojniaka w okularach. Uśmiechnął się do mnie pokazując białe jak śnieg równiutkie zęby. Jaaaki słodki uśmiech. odeszłam i usiadłam.
- Liza. - wyciągnęłam rękę.
- Jackson. - uścisnął ją znowu się uśmiechając.
- Dużo mnie ominęło?
- Nie dopiero zaczęliśmy. Strona 64.
Otworzyłam na pierwszej stronie na ,której znajdował się wielki napis Chemia. Przeleciałam kartkami na 64. Temat "Zasklepianie ran".
- Dobrze zaczynajmy ,przeczytajcie tekst o miksturze na zabliźnianie ran.
Spojrzałam na książkę i przeleciałam wzrokiem po tekście. To mój pierwszy raz w szkole magicznej, ledwie łapie co i jak. Zastanowiłam się. Więc trzeba skoncentrować... wyobrazić...komórki które w bardzo szybkim tępię mnożą się i scalają? Czyli ,że mam sobie tylko o tym pomyśleć i już? Westchnęłam. Właściwie gdyby się zastanowić to do tej pory czarując po prostu o tym myślałam, albo nie myślałam i traciłam kontrole nad mocą. Dobra, dalej. Istnieją również różne poziomy eliksiru: szary-30sm? (czyt. Si em), niebieski-60sm i  czerwony-120sm. Podniosłam głowę i spojrzałam na nauczycielkę, minęło jeszcze par minut i wszystkie twarze uczniów były zwrócone w jej stronę. 
- Dobrze. Po pierwsze pamiętajcie że musicie użyć maggi większej niż 30sm, chcemy uzyskać eliksir poziomu słabego. Czyli musi wam wyjść w kolorze szarym. Jeśli nie wyjdzie wam za pierwszym razem nie zniechęcajcie się. Próbujcie dalej. Macie całą dzisiejszą lekcje, na jutrzejszej wystawiam oceny. Steward jak będziesz miała jakieś pytania pytaj Jacksona. Pierwszy raz jesteś w szkole magicznej więc masz wydłużony czas jeśli chodzi o opanowanie eliksiru. To tyle, zaczynajcie.
 Jeszcze raz spojrzałam na tekst. Nic nie rozumiem. Szturchnęłam lekko Jacksona.
- O co chodzi? 30sm? - spytałam. - Przepraszam ,że zabieram ci czas i w ogóle. Ale kompletnie nic nie rozumiem.
- Spokojnie, już tłumacze. Moc magiczną liczy się w stopniach od 1sm do 1000sm. Przeciętni uczniowie potrafią używać magii do 220sm nauczyciele około 700sm.
- Dobra więc sm to poziom mocy, okay. Kto używa magii o mocy 1000sm?
- Raz pewnemu estixowi udało się to... ,ale zaraz po tym zmarł. Jego ciało tego nie wytrzymało. Po tym incydencie ustanowiono prawo ,że moc magiczną można używać tylko do 850sm ,ale i to nie wielu się udaje.
- Rozumiem, ledwie co ,ale rozumiem.
- Jakieś jeszcze pytanie chętnie ci udzielę odpowiedzi. - uśmiechnął się. Aaaa:D
- Tak mnóstwo. Dobrze więc chodzi o ten eliksir, naprawdę mam tylko sobie pomyśleć o nim i tyle?
- Tak i nie. - spojrzałam na niego nie rozumiejąc. Zaśmiał się oszołomiony. - Ty naprawdę nic nie wiesz. Ymm dobra. Więc magia polega na: 1 talent, 2 ilość magii, 3 moc tworzenia. Tak więc talent właśnie pokazuje jakie masz dary i ile. Wiesz ja mam dar kontroli nad wodą jak wszyscy w tej sali ,ale również nad powietrzem. Tylko nie wielka ilość osób ma więcej niż jeden dar. A ty?
- Kontrola nad wodą i psychokineza.
- Nieźle, nie znam nikogo z takim darem. Dobra teraz ilość magii inaczej ile jej posiadasz. W ciele Estiksów znajduje się magia i jest jej ograniczona ilość. Dzięki temu wyznacza się silnych i słabych. Jeśli wyczerpiesz całą magie jaką masz w ciele,  jest się bardzo bardzo słabym ,ale po około dniu powraca. Tak jakby się ładujesz. Moc tworzenia to po prostu moc umysłu ,żeby coś stworzyć musisz to sobie wyobrazić. Ale oczywiście jak się można spodziewać nie jest to łatwe ,trzeba mieć dobrą kontrole nad magią i tu napotykamy się właśnie ze stopniami sm. Żeby uwolnić je właśnie w takiej ilości jak chcemy musimy umieć...no tworzyć za pomocą umysłu. Tyle, chyba. A magie najlepiej się kontroluje w dłoniach, wiesz jak na początek będziesz chciał wyczarować jakiś eliksir to chwyć naczynie w którym chcesz je stworzyć.
Gapiłam się na niego i kiwałam głową.
- Taak to jest bardzo proste. Dobra czas zaczynać ,a w czym mam to zrobić.
Podał mi probówkę która stała jak byk na środku ławki. Zrobiło mi się głupio chwyciłam ją i spojrzałam niepewnie. Zerknęłam na Jacksona który już był skupiony na probówce. Nagle w naczyniu pojawiła się woda. Wnioskuje ,że łatwiej zacząć czarować coś z cieczy. Wciąż  patrząc na Jacksona, wyczarowałam w swojej wodę. Łatwizna, jak na razie. Dobra skupiłam się na szklanym przyrządzie zamykając oczy. Wyobrazić, tak? Komórki ,komórki, komórki ,które się scalają, zasklepiona rana. Poczułam magie wypływającą przez moje koniuszki palców do wody . 60sm. Skąd mam wiedzieć ile to? Pewnie trzeba to wyćwiczyć. Już, otworzyłam oczy i spojrzałam na czerwoną substancje zamiast wody. Kurde, miała być szara. Za dużo mocy.
- Jak to zrobiłaś? - usłyszałam przejęty głos Jacksona.
- Za dużo mocy juz poprawiam, po prostu trochę jej zabiorę i gotowe.
- Nie o to chodzi. Wiesz ,że substancja ,którą właśnie wyczarowałaś jest na 3 poziomie.
- 3 poziomie?
- Jesteśmy na 1 poziomie, no wiesz moc magii i czary są na 1 poziomie. - patrzyłam nie rozumiejąc. - Hmm no więc są 4 poziomy wiesz ,do szkoły dla estixów chodzi się 4 lata do 20 roku życia, z każdym rokiem poziom trudności jeśli chodzi o czary się zwiększa.
- Aha.
- Jesteś niesamowita jaką ty musisz mieć ilość magii skoro za pierwszym razem wyczarowałaś najsilniejszą miksturę. Trzeba powiedzieć pani Priks. To niesamowite - Jackson podbiegł do nauczycieli i przyprowadził ja do naszej ławki. Spojrzała i probówkę i wytrzeszczyła oczy ,potem wzrok skierowała na mnie z niedowierzaniem.
- Jak to zrobiłaś?
- Nie wiem. - powiedziałam speszona. - po prostu sobie wyobraziłam... te no... komórki? - powiedziałam z uśmiechem totalnej idiotki. Zjebałam i dobrze o tym wiedziałam. Nikt nie może wiedzieć nawet nauczyciele, a ja narażam się na zdemaskowanie przez głupi eliksir. Cholera. W takim przypadku zostaje mi tylko jedno wyjście. Czas pokazać moje zdolności aktorskie. - Tak bardzo chciałam ,żeby wyszło wie pani to mój pierwszy raz chciałam wypaść jak najlepiej, ale chyba przedobrzyłam. - przyłożyłam dłoń do skroni i zamknęłam oczy z grymasem wydając odgłos cichego pomruku na znak ,że kręci mi się w głowie. - Jakoś nie najlepiej się czuje. - powiedziałam słabo i znowu przymknęłam oczy.
- Jackson zabierz ją do pielęgniarki i wróć. Zużyła za dużo magii i jest teraz bardzo słaba. Uważaj ,żeby ci tam nie zemdlała. - potem spojrzała na mnie. - Świetna robota Panno Steward, choć czasem dobrze jest zrobić to trochę gorzej i wyjść na lepsze. - Uśmiechnęła się chłodno.
- Będę pamiętać na następny raz. - Oczy wszystkich zwrócone na mnie podtrzymywaną przez Jacksona i wychodzącą z sali strasznie mnie frustrowały.
Wyszliśmy z klasy ,a ja pod nosem uśmiechnęłam się z satysfakcji. Liza jesteś taką zajebistą aktorką ,pochwaliłam się w myślach z zadowoleniem. Gabinet lekarski okazał się  taki jak w każdej szkole może poza faktem ,że był jakieś 5 razy większy ,a na krześle za biurkiem siedziała lekarka wyciągnięta z jakiegoś liceum Amerykańskiego jakie pokazują w filmach. Wysoka blond piękność z włosami do tyłka ,chuda z dużymi cyckami i fartuchem ,który wyglądał na niej po prostu rewelacyjnie.
- Tak? - spytała melodyjnym głosem ,a ja tylko patrzyłam na nią oniemiała.
- Źle się poczuła, nauczycielka powiedziała ,że zużyła za dużo mocy. - zdziwiłam się ,że w ogóle coś powiedział przy tej.. modelce?!
- Czyżby nowa uczennica? - spytała ,a ja odzyskałam głos.
- Tak. Liza Steward. - wyciągnęłam w jej stronę rękę.
- Gabriela, szkolna pielęgniarka. - z olśniewającym uśmiechem na twarzy uścisnęła moją wyciągniętą rękę. Jej dłoń jak się spodziewałam, smukłe zgrabne palce i długie zadbane paznokcie nie to co moje na których były już tylko resztki fioletowego lakieru. - Miło mi.
- Mi również.
- Dobrze więc powiadasz ,że zasłabłaś?
- Coś w tym rodzaju.
- w takim racie połóż się i odpocznij. - Wskazała ręką za rząd zasłoniętych z wszystkich stron łóżek. - Nikt ci nie będzie przeszkadzać i nie będziesz czuła się nieswojo jeśli ktoś jeszcze do mnie wpadnie. Skinęłam głową i podreptałam w stronę pierwszego łóżka, Na koniec odwróciłam się jeszcze i spojrzałam na Jacksona.
- Dziękuje, za wszystko. - odsunęłam zasłonkę i zniknęłam im z oczu. Usiadłam na idealnie zaścielonym łóżku i przyjrzałam się białym zasłoną ,aż do ziemi. Czułam się jak w jakimś małym pokoju. położyłam się na bok i włożyłam rękę pod poduszkę. Przez chwile tak leżałam ,a potem zdecydowałam się zdrzemnąć.
Obudziły mnie jakieś głosy.
- Pani Gabi słyszeliśmy ,że leży tu Liza. - Kate.
- Możemy ją zobaczyć? - Angelica.
- Jak ona się czuje? - Will.
- Coś poważnego? - znowu Kate. Poczułam uśmiech na ustach.
- Spokojnie nic mi nie jest, tylko zrobiło mi się trochę słabo. - powiedziałam odsłaniając zasłonkę.
- Wiesz jak się martwiliśmy. - powiedział z wyrzutem Kate.
- Pierwszy dzień ,a ty już nam słabniesz. - dodał Will.
- Sorki. - Wtedy spojrzałam na Harryego ,który się nie odzywał. Stał tylko i co chwile spoglądał na Panią Gabrielę. Uśmiechnęłam się. - Która godzina?
- 9.30 zaraz zacznie się druga lekcja.
- Czekaj 9.30 i dopiero 2 lekcja.
- Lekcje tu trwają półtorej godziny.
- Nic dziwnego ,że jest tak mało lekcji. Oczywiście ,że nie mogło być tak pięknie. - zaśmiałam się.
Już kocham tych ludzi.

***

Przepraszam ,że trochę nudny i ,że tak długo ,ale miałam załamke pisarską. 
Brak weny i w ogóle ,ale powoli wracam do formy :)
Do osób które czytają mój szajs (jeśli w ogóle takie są) przepraszam, że jestem taka leniwa
i musicie tak długo czekać obiecuje się poprawić. 
Olunia :D